piątek, 17 maja 2013

zmiana host rodziny, czyli shit happens.

Nie dostałam żadnej wiadomości od host mamy przez ostatnie dwa tygodnie, mimo iż obydwie z Vanessą zadałyśmy jej kilka pytań niecierpiących zwłoki. Zastanawiałyśmy się co takiego mogło się stać, skoro była online po kilka godzin dziennie, a nie odpowiedziała nam ani razu.
Cóż... teraz już wiemy i chyba lepiej nam było żyć w błogiej nieświadomości.
Dostałam dzisiaj maila od organizacji, że rodzina jest unable to host, więc sajonara i everybody kombinerki. Fajnie, nie? Byłam jednocześnie przerażona i niewyobrażalnie smutna, no bo przecież tamta host rodzina była najcudowniejsza na świecie i od samego początku złapaliśmy niesamowicie dobry kontakt; poza tym była jeszcze Vanessa, z którą tak bardzo się zżyłam, że nie wyobrażam sobie mieszkać u innych hostów i do tego w zupełnie innych miastach.

Zostaję w Cheyenne, ale będę chodziła do innej szkoły - South High School, natomiast Van spędzi rok w Laramie, Wyoming. Nasze miejscowości oddalone są od siebie o prawie 50 mil, więc mam nadzieję, że będziemy widywać się chociaż raz na kilka tygodni.
Napisałyśmy do Kat. Mniejsza już o szczegóły, ale wyszło na to, że zasady w pracy Eric'a się pozmieniały i najprawdopodobniej będą musieli wyprowadzić się wcześniej, niż było to zaplanowane (bodajże na przełomie sierpnia i września). Z racji tego, że Kat jest koordynatorką, to starała się umieścić nas z Nessą w jednej rodzinie, ale nie udało się takowej znaleźć. A nie poinformowała nas o niczym wcześniej, bo organizacja jej zabroniła.
Poza tym Mathilde wyprowadziła się do innej host family, ale to już osobna historia.

Moja nowa rodzinka to Nyla i Rodney (odpowiednio 43 i 42 lata) oraz Courtney (24). Mieszkają na południu Cheyenne, niecałe dwie mile od szkoły. Host mama jest bus driverem, a host tata nauczycielem. Mają dwa psy oraz kota i uwielbiają podróżować, wędkować, kempingować i odwiedzać rodzinę, whatever that means. W swoim liście Nyla wyraziła ogromny entuzjazm w pokazaniu mi Wyoming z każdej możliwej strony, ale zobaczymy co z tego wyjdzie.

Nie chodzi o to, że popadłam w głęboką depresję, ale po prostu to jest trochę dziwne uczucie zmieniać hostów nie z własnej woli (a właściwie zostać postawionym przed faktem dokonanym) i to na dodatek nie rozpoczynając nawet programu. Nie mam pojęcia na czym stoję, bo ex-host mama nie zna tych ludzi, a new-host mama jeszcze nie przeczytała mojej wiadomości i w sumie to nie wiem kiedy się do mnie odezwie. Boję się, że nie będę miała z nimi takiego kontaktu jak z poprzednią rodziną, że będę musiała przestrzegać durnych zasad i nie dogadam się z nową siostrą, która jest o sześć lat starsza (o ile ona w ogóle tam mieszka, bo w tych aplikacjach lubią pojawiać się błędy). Poza tym będę sama w szkole, która pewnie jest większa niż wszystkie licea w Poznaniu razem wzięte. GOD DAMN IT.